Państwo Islamskie nie jest dziś już „państwem” w klasycznym sensie, ale jego dziedzictwo nadal wpływa na bezpieczeństwo Bliskiego Wschodu, Europy i politykę państw NATO. W tym tekście wyjaśniam, skąd wziął się ten ruch, dlaczego nie zniknął po utracie terytorium i co jego aktywność oznacza dla relacji międzynarodowych. Pokazuję też, które elementy zagrożenia są realne w 2026 roku, a które należą już raczej do przeszłości.
Najważniejsze fakty o ISIS i jego wpływie na bezpieczeństwo międzynarodowe
- To skrajnie brutalna organizacja dżihadystyczna, która wykorzystała chaos w Iraku i Syrii do zbudowania samozwańczego kalifatu.
- Utrata terytorium nie zakończyła problemu, bo grupa przeniosła ciężar działania do komórek, więzień, obozów i internetu.
- Według najnowszego raportu ONZ zagrożenie pozostaje wielobiegunowe, a najsilniej widać je w Afryce, na Bliskim Wschodzie i w Afganistanie.
- Finansowanie opiera się m.in. na wymuszeniach, porwaniach, gotówce, pośrednikach i kanałach cyfrowych.
- Dla Polski najważniejsze są współpraca sojusznicza, przeciwdziałanie radykalizacji i monitoring przepływów finansowych.
Skąd wziął się ruch i dlaczego urósł do rangi globalnego problemu
Żeby zrozumieć ten fenomen, trzeba od razu odciąć go od prostego skojarzenia z religią. To była i pozostaje organizacja dżihadystyczna, która użyła religijnego języka do budowy projektu politycznego opartego na terrorze, przymusie i dominacji nad ludnością cywilną. Z mojego punktu widzenia najważniejsza lekcja brzmi: ekstremizm nie wybucha w próżni, tylko w miejscach, gdzie państwo traci kontrolę, a ludzie przestają wierzyć, że instytucje zapewnią im bezpieczeństwo.
W Iraku i Syrii zadziałały jednocześnie trzy czynniki: rozpad struktur państwowych, wojna sekciarska oraz chaos po kolejnych interwencjach i kontrinterwencjach zewnętrznych graczy. W takiej próżni radykałowie mogli przedstawiać się jako „porządek alternatywny”. To nie było wiarygodne państwo, tylko brutalna maszyna do mobilizacji, zastraszania i poboru zasobów.
- Rozpad instytucji dał przestrzeń do przejmowania miast, dróg i magazynów broni.
- Propaganda pozwoliła rekrutować ludzi z regionu i spoza niego.
- Ekstremalna przemoc służyła nie tylko terrorowi, ale też pokazowi siły i kontroli.
To właśnie dlatego organizacja tak szybko przestała być lokalnym problemem i stała się tematem globalnym. A skoro źródłem wzrostu był chaos państwowy, warto teraz zobaczyć, dlaczego sama utrata terytorium nie rozwiązała sprawy.
Dlaczego utrata terytorium nie zakończyła zagrożenia
Największy błąd w ocenie tego zjawiska polega na myśleniu, że jeśli organizacja przegrała bitwę o ziemię, to przegrała też wojnę. W praktyce tak nie działa ten typ ruchu. Gdy terytorialny „kalifat” się załamał, część struktur zeszła do podziemia, a część zaczęła działać jako sieć luźnych komórek, które są trudniejsze do wykrycia niż formalna armia.
W 2026 roku zagrożenie wynika przede wszystkim z czterech kanałów: komórek konspiracyjnych, obozów i więzień, propagandy online oraz finansowania rozproszonego. To oznacza, że państwa nie walczą już z jednym, widocznym centrum dowodzenia, tylko z ekosystemem, który umie się adaptować.
| Mechanizm przetrwania | Jak działa | Dlaczego jest groźny |
|---|---|---|
| Komórki konspiracyjne | Małe, rozproszone grupy działające bez stałego frontu | Trudniej je namierzyć i rozbić jednym uderzeniem |
| Obozy i więzienia | Skupienie tysięcy ludzi z realnymi lub domniemanymi powiązaniami | Ryzyko ucieczek, radykalizacji i nowych werbunków |
| Propaganda cyfrowa | Treści w sieci, komunikatory, krótkie wideo i przekaz emocjonalny | Dociera daleko poza region konfliktu |
| Finansowanie niskiego profilu | Gotówka, pośrednicy, wymuszenia i kanały mniej widoczne niż tradycyjny system bankowy | Trudniejsze do zamrożenia i przerwania |
W praktyce oznacza to, że „pokonanie” tej organizacji wymaga czegoś więcej niż zwycięstwa militarnego. Trzeba przeciąć obieg ludzi, pieniędzy i narracji. I właśnie to prowadzi do pytania, jak ten konflikt przestawił układ sił w całym regionie.
Jak kalifat zmienił układ sił na Bliskim Wschodzie
Powstanie i późniejszy upadek samozwańczego kalifatu przesunęły akcent z klasycznej rywalizacji państw na walkę o przetrwanie struktur politycznych. Irak musiał bronić integralności terytorialnej, Syria wpadła w jeszcze głębszy rozpad, a sąsiedzi i mocarstwa zaczęli traktować walkę z dżihadystami nie tylko jako operację antyterrorystyczną, ale też jako element gry o wpływy.
To był moment, w którym doraźne alianse zaczęły wyprzedzać stałe podziały. Państwa regionu współpracowały z jednymi aktorami przeciw drugim, a Stany Zjednoczone, Rosja, Turcja, Iran i siły lokalne układały własne kalkulacje bezpieczeństwa. Z perspektywy stosunków międzynarodowych to ważna lekcja: terroryzm nie działa w próżni, tylko wchodzi w istniejące konflikty i je wzmacnia.
- Irak zyskał powód, by budować silniejsze mechanizmy bezpieczeństwa, ale zapłacił za to wysoką cenę społeczną i polityczną.
- Syria stała się polem wielostronnej wojny, w której walka z ISIS była tylko jednym z wątków.
- Państwa sąsiednie musiały liczyć się z przepływem bojowników, broni i uchodźców.
Z tej perspektywy problem nie kończy się na wojsku i policji. On przechodzi w logistykę, granice, obozy, administrację i dyplomację. Właśnie dlatego warto spojrzeć na to, gdzie dziś zagrożenie jest największe.

Gdzie dziś widać największą aktywność
Według najnowszego raportu ONZ zagrożenie pozostaje wielobiegunowe i coraz bardziej złożone. Daesh nadal działa w Iraku i Syrii, ale najmocniej rozszerza wpływy w Afryce, zwłaszcza w Sahelu i rejonie Jeziora Czad. To ważne, bo pokazuje przesunięcie ciężaru z jednego centrum na kilka równoległych teatrów.
W Syrii szczególnie groźne są obozy i ośrodki detencyjne. ONZ wskazywała w 2025 roku, że w samym obozie al-Hol i okolicznych miejscach przebywało ponad 30 tysięcy osób, z czego około 60 procent stanowiły dzieci i młodzież poniżej 18. roku życia, a około 8,5 tysiąca to cudzoziemcy z ponad 62 krajów. To nie jest tylko problem humanitarny. To także rezerwuar napięć, urazów i przyszłej radykalizacji, jeśli państwa nie zbudują tam sensownej polityki powrotów i bezpieczeństwa.
| Obszar | Dominujący problem | Dlaczego to ma znaczenie |
|---|---|---|
| Irak i Syria | Ataki, podziemne komórki, obozy i więzienia | To nadal rdzeń historyczny i symboliczny ruchu |
| Sahel i Afryka Zachodnia | Rozszerzanie afiliacji i destabilizacja lokalnych władz | Konflikt może przerastać w regionalną spiralę przemocy |
| Afganistan | Silna komórka ISIL-K | Stanowi zagrożenie nie tylko lokalne, ale i ponadregionalne |
To przesunięcie geograficzne jest kluczowe: nie mamy już jednego frontu, tylko sieć punktów zapalnych. A skoro tak, trzeba zapytać, jak państwa próbują przeciąć finansowanie i logistykę tej sieci.
Jak państwa próbują go dusić finansowo i operacyjnie
W walce z taką organizacją najważniejsze nie jest samo hasło „zero tolerancji”, tylko cierpliwa praca nad pieniędzmi, ruchem ludzi i wymianą danych. Jak wynika z raportu FATF, terroryści nadal potrafią wykorzystywać system finansowy, a w badanych jurysdykcjach aż 69 procent miało poważne lub strukturalne braki w skutecznym prowadzeniu spraw o finansowanie terroryzmu. To pokazuje, że problem nie dotyczy kilku słabych państw, lecz całego systemu.
Najczęściej używane kanały są dość przyziemne: gotówka, nieformalny system przekazów hawala, usługi transferu wartości, platformy online, kryptowaluty, a także fałszywe firmy i organizacje charytatywne. Hawala to w skrócie sieć przekazów oparta bardziej na zaufaniu niż na klasycznym przelewie bankowym, dlatego jest trudniejsza do namierzenia niż zwykłe konto.
- Śledzenie przepływów finansowych działa lepiej niż pojedyncze sankcje, jeśli jest prowadzone wspólnie przez wiele państw.
- Repatriacja i ściganie są konieczne, ale bez programów reintegracji nie zamykają problemu.
- Współpraca wywiadowcza daje efekt tylko wtedy, gdy łączy dane policyjne, finansowe i graniczne.
W praktyce wciąż wracamy do tego samego wniosku: nie da się wygrać z taką siecią samą siłą militarną. Trzeba jednocześnie odcinać pieniądze, pilnować więzień, zabezpieczać obozy i ograniczać zasięg propagandy. To prowadzi już bezpośrednio do pytania, co z tego wynika dla Europy i Polski.
Co ten problem znaczy dla Europy i Polski
Dla Europy zagrożenie nie polega dziś głównie na odtworzeniu dawnego kalifatu, tylko na pojedynczych atakach, inspirowanych radykalizacją online, oraz na ryzyku związanym z powrotami, przemytem ludzi i pieniędzy. Dla Polski sprawa ma jeszcze drugi wymiar: to test sprawności państwa w systemie sojuszniczym. Jeśli wywiad, policja, służby graniczne i instytucje finansowe współpracują dobrze, zagrożenie można ograniczać na wczesnym etapie.
W polskiej debacie łatwo popaść w dwie skrajności. Pierwsza to traktowanie tego tematu jako odległej wojny, która nas nie dotyczy. Druga to sprowadzanie wszystkiego do uproszczonego lęku przed migracją. Prawda jest mniej efektowna, ale ważniejsza: liczy się odporność instytucjonalna, kontrola przepływów finansowych, monitoring radykalizacji w sieci i sensowna polityka zagraniczna wobec regionów niestabilnych.
- Bezpieczeństwo granic ma znaczenie, ale nie zastąpi pracy wywiadowczej i analizy ryzyka.
- Współpraca w UE i NATO zwiększa szanse na szybsze wykrywanie zagrożeń.
- Polityka wobec Bliskiego Wschodu i Afryki wpływa pośrednio na migrację, energię i stabilność regionalną.
Jeżeli patrzy się na to z perspektywy polityki państwa, sprawa nie jest egzotyczna ani odległa. To element szerszej układanki bezpieczeństwa, w której Polska uczestniczy razem z partnerami zachodnimi. Zostało jeszcze jedno pytanie: po czym w 2026 roku rozpoznać, że ryzyko rośnie, a nie maleje.
Na co patrzeć w 2026 roku, żeby ocenić, czy ryzyko rośnie
Ja sam patrzyłbym na ten problem przez cztery wskaźniki. Po pierwsze, na sytuację w więzieniach i obozach w Syrii i Iraku. Po drugie, na tempo rozszerzania się afiliacji w Afryce. Po trzecie, na to, czy lokalne rządy odzyskują realną kontrolę nad terytorium. Po czwarte, na nowe kanały finansowania i propagandy, zwłaszcza tam, gdzie pojawiają się narzędzia sztucznej inteligencji, szyfrowane komunikatory i szybkie transfery wartości.
- ucieczki z więzień lub obozów
- nagły wzrost ataków w regionach o słabej administracji
- nowe źródła finansowania oparte na gotówce, wymuszeniach lub kanałach cyfrowych
- przyspieszona propaganda skierowana do młodych odbiorców
- rozpad lokalnych porozumień między państwem, milicjami i wspólnotami etnicznymi
Jeśli te sygnały zbiegają się w jednym miejscu, problem zwykle przestaje być lokalny i zaczyna wpływać na cały region. Dlatego najważniejsze pytanie nie brzmi, czy dawny kalifat wróci w tej samej formie, lecz czy państwa dadzą mu przestrzeń do odbudowy sieci. W 2026 roku o skali zagrożenia decydują przede wszystkim więzienia, obozy, finanse i stabilność władz lokalnych.
